1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
styczeń luty [marzec]
kwiecień maj czerwiec
lipiec sierpień
wrzesień październik
listopad grudzień
Jak zniszczyć chroniąc, czyli mainstreamowe media kontra Kataryna
Wpis z dnia: 2009-05-22, z godziny: 07:52
Sprawa zaczęła się jakiś tydzień temu, kiedy Krzysztof Czuma, syn ministra sprawiedliwości, zaczął domagać się od portalu Salon24 ujawnienia personaliów Kataryny. Kataryna uprzejmie odpowiedziała, że chętnie się ujawni i pod jakimi warunkami. Przez tydzień trwały spekulacje kim jest Kataryna, a wreszcie dzisiaj Cezary Michalski w "Dzienniku" ujawnił wynik "dziennikarskiego śledztwa" na temat Kataryny. M.in. w artykule możemy znaleźć insynuacje, że fundacja robiła lukratywne szkolenia dla TVP, podczas gdy sama Kataryna w tym czasie swoim ostrym piórem przebijała Roberta Kwiatkowskiego, prezesa.

Z grubsza propozycja sprowadza się do szantażu, że Kataryna ma przejść na etat "Dziennika", bo inaczej jej personalia zostaną ujawnione, bo jej dane ma już "Fakt" (dodajmy, że "Fakt" i "Dziennik" to jedno wydawnictwo i do pewnego stopnia jedna redakcja). Zaraz potem Michalski zadbał o to, by personalia Kataryny stały się tajemnicą poliszynela. Podał na jej temat tyle informacji, że ustalenie jak ma na nazwisko Kataryna i jakiej fundacji jest szefową mi zajęło jakieś trzy minuty. Zaznaczam, że nie jestem częścią tzw. warszafki; gdybym był, pewnie potrzebowałbym mniej niż trzydzieści sekund. Przytoczmy kilka komentarzy, którymi internauci podsumowali "bohaterskie śledztwo dziennikarskie" Michalskiego:

"I tak oto wielki krąg cenzury zamknął się ponownie. Dziennikowi gratuluję."

"Fakt nie będzie się tu certolił, tylko poda wszystkie dane wraz z numerem buta i rozmiarem miseczki."

"Było do przewidzenia, że tak to się skończy. Symbiotyczny układ polityczno-medialny w końcu zabił blogerkę. Gdyby nie zrobił tego ratujący za wszelką cenę spadającą sprzedaż Dziennik, zrobiłaby to Wyborcza. A tryumfalny komentarz zamiast Michalskiego wysmarowałby Wroński. Tak czy owak, smutny dzień."


Dalszy ciąg możemy sobie dopisać. Kataryna utraciwszy anonimowość, będzie miała wybór. Albo przejdzie na etat dziennikarski (ten czy inny) i będzie zależna od redakcji, albo pozostanie niezależna. Niestety, cenę za niezależność Kataryny zapłaci jej fundacja. Raz i drugi przeczytamy w gazetach, jakie zlecenia brała, dla kogo pracowała, kto jest jej fundatorem i jakie inicjatywy prowadziła.

Kataryna jako publicystka miała kilka cech, które ustawiły ją na torze kolizyjnym z mainstreamowymi, zawodowymi komentatorami. Po pierwsze, pisała pod prąd powszechnej mody, żeby dowalać Kaczyńskim i wspierać Tuska. Do tego stopnia, że sugerowano, że Kataryną jest Ziemkiewicz. Po drugie, miała przenikliwy umysł, którego - niestety - brak przeciętnemu publicyście prasowemu, który zadowala się gęganiem w jednym tonie z z "Wyborczą", "Rzepą" albo "Polityką" - w zależności od wybranej opcji. Po trzecie, była opiniotwórcza - do tego stopnia, że sam minister uznał ją za zagrożenie. Po czwarte, była niezależna. Nic dziwnego, że w dobie marginalizacji drukowanej prasy i stopniowego przenoszenia się autorytetów z "GW", "Dziennika" i "Rzepy" do krainy wiecznych łowów, musiała zostać zniszczona pod pozorem walki z anonimowością i "bluzgami" w internetowych komentarzach.

Rzucenie Kataryny na żer gawiedzi to bardzo ponury dzień polskiego społeczeństwa informacyjnego i obywatelskiego. Jeszcze bardziej smuci mnie, że zrobił to "Dziennik" rękami Michalskiego, którego jako publicystę i autora ceniłem. Nie jestem tak popularny jako bloger jak Kataryna, więc zagłosuję za wolnością słowa i rozwojem Web 2.0 moimi pięcioma złociszami tygodniowo, które w piątek i sobotę przeznaczałem na "Dziennik".
Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
mariooIP: 195.205.192.1002-06-2009, 09:29
Wydaje się, że kazus Kataryny to taki symboliczny kamień milowy polskiego pojmowania (oswajania) Internetu. Kiedyś zapewne, na jakimś wirtualnym cokole, Kataryna będzie miała swój pomnik i będą tam składane w okrągłe rocznice, gustowne wirtualne kwiaty.

Wygląda to na ostatnie starcie tradycyjnego wymiaru dziennikarstwa z tym co niesie wielka społeczna sieć. Interakcję, wolność, powszechność, itp. Wcale bym się nie zdziwił jakby się ten bezprecedensowy atak redaktorów Dziennika odbił niespodziewanym przez nich efektem. Globalny Internet ma swoje (nowe) prawa, których do końca chyba nie chcemy zaakceptować. A walka z nimi jest bezcelowa.

Trochę mnie dziwi, że wszyscy tak biadolą nad bluzgami w komentarzach, ostrym bo anonimowym językiem, tak jakby było to coś nowego. Wszak nawet w tradycyjnej publicznej, dyskusji jest zaledwie kilka procent dyskutantów, którzy mają do powiedzenia coś ciekawego i twórczego a także kulturalnego.

O kolei żelaznej w USA też kiedyś ktoś głosił, że jest niemoralna.

Kuba TatarkiewiczIP: 76.88.101.21722-05-2009, 16:36
Panie Kubo,

"Nihil novi sub sole" - przypominam chociażby sprawę ujawnienia autorstwa blogu fałszywego Steve''a Jobsa przez NYT z roku 2008:

http://www.nytimes.com/2007/08/06/technology/06steve.html?_r=1&hp
http://en.wikipedia.org/wiki/Fake_Steve_Jobs

Nikt z tego powodu nie darł spodni. Ale widać w Polsce każdy temat musi sprowadzać się do wolności słowa oraz innych imponderabiliów. A nie można mieć trochę luzu?!

Natomiast zgadzam się z ostatnim zdaniem - rzeczywiście szkoda wydawać 5 PLN. Nie tylko na Dziennik.
Liczba zatwierdzonych komentarzy: 2      dodaj swój komentarz  

Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych.
© copyright 2010 IDG Poland SA
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel. (+48 22) 321 78 00  fax (+48 22) 321 78 88